HRS

poniedziałek, 11 marca 2013

Delhi

Kolejna podróż przed nami. Tym razem tylko 200 km, więc powinno szybko zlecieć. Taxi z Agry do Delhi 4000 rupi za 8 osób. Taxi więc będzie szybko... niestety nie w Indiach. Tutaj 200 km jedzie się 6 godzin. Kilka przystanków po drodze, prawie zgubiony bagaż, ale dojeżdżamy zmęczeni po całym dniu do Delhi. Dobrze, że dzień wcześniej znaleźliśmy jakiś w miarę tani hotelik i do niego jedziemy. Wjazd do miasta - wow tu jest jakaś cywilizacja. Jakoś tak nie trąbią, jakiś taki w miarę normalny ruch, centra handlowe, ba nawet metro mają. Dojeżdżamy do dzielnicy hotelowej i naszym oczom ukazuje się prawie Las Vegas - pełno neonów kolorowych, świecących. Szukamy dalej znalezionego hotelu The Raj. Cena za osobę w pokoju 4 osobowym ze śniadaniem za 2 doby 1250 rupi. Zmęczeni zostawiamy tylko bagaże w pokojach i idziemy na kolację. Pierwszy raz w Indiach restauracja z prawdziwego zdarzenia. Każdy coś sobie zamówił, szybciutko zjedzone i padamy w pokojach.
Rano wstajemy i udajemy się na śniadanie. Nie mieliśmy większej ochoty na jakieś zwiedzanie, więc decyzja, ze jedziemy tylko na jakiś bazar kupić sari . Wychodzimy przed hotel i jesteśmy świadkami strasznej kłótni starszej pani i jakiegoś pana na ulicy. Wyzywają się (chyba bo języka nie znam), drą się na siebie, ludzie się schodzą, patrzą na nich, a kłótnia trwa i trwa. No nic wszyscy gotowi to idziemy szukać tuk tuka. Okazuje się, że bazar, o którym mówiono nam na recepcji jest dziś zamknięty i kierowcy wiozą nas na inny bazar...Dla nich bazar to kolejny sklep z tekstyliami, gdzie tylko wchodzimy i wychodzimy bo nie o to nam chodziło. Idziemy kawałek dalej i mały sklepik z pamiątkami. Dziewczyny kupują sari. Tłumaczymy kierowca, że chcemy na jakiś market uliczny a nie do sklepu dla turystów - ok ok nie ma problemu. Jedziemy i znów sklep z tekstyliami dla turystów. Kilka słów do kierowców i w końcu trafiamy z wielka łaską na główną ulice handlową. Poszukiwanie gitary, dziewczyny tatuaże z henny sobie robią i w sumie się rozdzielamy. Część wraca odpocząć do hotelu, część jeszcze zostaje.

 Spotykamy się na obiadokolacji. Mateusz znalazł gitarę, więc zrzutka i jedzie po nią do sklepu. Będzie co robić wieczorkiem. Po powrocie drineczki, śpiewy przy gitarze. Wpadamy na pomysł wyjść z gitarą na ulicę.  Rozglądamy się po okolicy i przy jednym barze jakiś taki większy ruch. Idziemy sprawdzić - grupa chińczyków. Dołączamy do nich po czym okazuje się, że jutro będą świętować chiński nowy rok. Mateusz gra na gitarze i zabawa w lokalu na całego. Po jakimś czasie właściciel prosi o wyjście, bo już zamykają. przenosimy się na ulicę. Zabawy ciąg dalszy - tym razem dołączają hindusi i tańczą przy gitarze na ulicy. Pora iść spać bo rano ruszamy na lotnisko i lecimy na wyczekiwane przez wszystkich GOA. To już w końcu jutro! CDN...


Poprzednie dni:
1. Indie - start wyprawy (Qatar)
2. Jodhpur - niebieskie miasto
3. Jaipur - różowe miasto
4. Agra - Taj Mahal

Kolejne dni:
5. GOA - raj w Indiach

Film z podróży:
1. Film z wyprawy do Indii


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za odwiedzenie bloga :)
Prosimy o pozostawienie śladu po sobie w postaci opinii :) Anonimowi niech zostawią swoje imie.
Dziękujemy za wszystkie komentarze

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...